05.02.2007 Wersja do druku

Szymanowski pechowy geniusz

Na czym polegał pech Karola Szymanowskiego? Na niemal całkowitej rozbieżności oczekiwań i dokonań, na braku zrozumienia u współczesnych, na walce o własny sukces w samotności i bez wsparcia mecenatu państwowego, na tym wreszcie, że jego wielkość dostrzeżono za granicą prędzej niż w kraju, z którego pochodził - pisze Bronisław Tumiłowicz w Przeglądzie.

W tym roku muzyka Karola z Atmy będzie miała pierwszeństwo w programach koncertowych. Największemu polskiemu twórcy muzyki po Chopinie życie od samego początku rzucało kłody pod nogi. Pech nie opuścił go nawet po śmierci. Kiedy w 1982 r. świat mógłby obchodzić hucznie setne urodziny wielkiego kompozytora, w Polsce trwał stan wojenny. A żyło wtedy jeszcze wielu ludzi, którzy go znali osobiście, studiowali pod jego kierunkiem albo dla niego tworzyli, takich jak Jerzy Waldorff, Witold Lutosławski, Piotr Perkowski, Roman Maciejewski i Zygmunt Mycielski. Kiedy wreszcie niedawno Sejm postanowił, że odpowiednia dla promocji jego muzyki będzie 70. rocznica śmierci kompozytora przypadająca na rok 2007, nie ma wśród nas nikogo, kto komunikował się z Karolem Szymanowskim inaczej niż tylko za pośrednictwem jego muzyki. Na czym polegał pech Karola Szymanowskiego? Na niemal całkowitej rozbieżności oczekiwań i dokonań, na braku zrozumienia u współczesnych, n

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szymanowski pechowy geniusz

Źródło:

Materiał nadesłany

Przegląd nr 6

Autor:

Bronisław Tumiłowicz

Data:

05.02.2007

Tematy w toku