22.12.2011 Wersja do druku

Szukam kochanki

- Jako student medycyny byłem jednym z pierwszych propagatorów raportu Kinseya w Polsce (raport o seksualności par przeprowadzony w latach 40. i 50. - przyp. red.). Zainteresowanie było ogromne - mówi krakowski aktor EDWARD LINDE-LUBASZENKO.

Marta Paluch: O matko, lody Pan je na śniadanie? Edward Linde-Lubaszenko: Śniadanie jadłem o siódmej, a teraz już dwunasta. To na obiad? - Nie, ja po prostu przyzwyczajam gardło do zimy. Sportowcy przygotowują się do biegania na mrozie w ten sposób, że przed wyjściem biorą głęboki wdech i przełykają ślinę. Tchawica jest blisko przełyku i całe to towarzystwo się wtedy ochładza. A potem trzeba zjeść lody. Wszystko ma Pan dokładnie przemyślane. - Bo ja jestem, proszę pani, pół-lekarzem. Zaliczyłem trzy lata medycyny. To jak się nazywa ta kość w małym paluszku? - Paliczek. A ten paluszek po rosyjsku nazywa się miziniec. A na kciuk mówią paluch. Na mnie też. - I na moją byłą żonę. Znalazł Pan już piątą? - Nie. Za żadne skarby nie dam się już nabrać na następne małżeństwo. To po co Pan ogłosił w "Super Expressie" rok temu, że szuka żony? - Kochanki, droga pani, kochanki. Napisali, że żony. - Nie odważyli się cytowa

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szukam kochanki

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Gazeta Wrocławska nr 297

Autor:

Marta Paluch

Data:

22.12.2011