Trudno z całą dokładnością ustalić, na którym etapie dziewiętnastowiecznego teatru nastąpiło spełnienie marzenia o tym, by teatr nie tyle odtwarzał, co imitował. I trzeba było wielu lat, żeby znów przywrócić na scenie niegdysiejsze proporcje, zgodnie z którymi życie to jest życie, a gra to jest gra. Z tych pozycji Szekspir napisał "Zimową opowieść".
A więc grajmy! - to hasło zdało się przyświecać Zofii Mrozowskiej i studentom IV roku warszawskiej PWST, którzy pokazali dyplomowy spektakl "Zimowej powieści" w telewizji, a poprzednio na scenie Teatru Współczesnego. Zagrali go z ogromną werwą, niezwykłą pomysłowością i lekkością. Tak jak trzeba poważnie sceny tragiczne, całkowicie niepoważnie sceny komiczne i z uczuciem wspaniały końcowy happy-end, dając tym samym pokaz aktorskiej sprawności i pomysłowości reżyserskiej. Był to Szekspir składający się z poszczególnych elementów, z których każdy stanowił osobne aktorskie zadanie, wykonane sprawnie i ku zadowoleniu widowni, która chyba lubi czasem odpocząć od psychologicznych zawiłości dziewiętnastowiecznej sztuki... Świeżość i pomysłowość interpretacji (scena z koronami w pierwszej części przedstawienia, stanowiąca samodzielny popis sprawności fizycznej, dowcipna walka na początku drugiej części, zjadanie przez niedźwiedzia bie