U Czechowa zawsze to samo i zawsze to, co najważniejsze: pogoń za szczęściem, marzenie o pogoni, choćby i nieuchronna katastrofa. Taki jest "Wujaszek Wania", którego wszyscy bohaterowie ponoszą klęskę. No, może tylko Maman (Barbara Dobrzyńska) jest zbyt mało rozgarnięta, aby zauważyć katastrofę. Jak do tego dochodzi, możemy obserwować w warszawskim Teatrze Polskim, gdzie inscenizacji podjął się wybitny rosyjski pedagog i reżyser, laureat Międzynarodowej Nagrody im. Stanisławskiego, prof. Wieniamin Filsztyński. Rezultat jego współpracy z zespołem teatru może przyprawić o zawrót głowy. Oto teatr, któremu młoda krytyka napisała już dawno artystyczny nekrolog, okazuje się nad podziw żywy, poruszający, pod każdym względem wzorcowy. To po prostu olśniewający spektakl, który dezawuuje wszystkie wydumane przy komputerze opinie o śmierci teatru dramatycznego. Bez żadnych przebieranek, udawanek, uwspółcześniania na siłę Filszty
Tytuł oryginalny
Szczęście, czyli ułuda
Źródło:
Materiał nadesłany
Przegląd nr 4