Logo
1.02.2009 Wersja do druku

Szczęście, czyli ułuda

U Czechowa zawsze to samo i zawsze to, co naj­ważniejsze: pogoń za szczęściem, marzenie o po­goni, choćby i nieuchronna katastrofa. Taki jest "Wujaszek Wania", którego wszyscy bohaterowie pono­szą klęskę. No, może tylko Maman (Barbara Dobrzyń­ska) jest zbyt mało rozgarnięta, aby zauważyć kata­strofę. Jak do tego dochodzi, możemy obserwować w warszawskim Teatrze Polskim, gdzie inscenizacji podjął się wybitny rosyjski pedagog i reżyser, laureat Międzynarodowej Nagrody im. Stanisławskiego, prof. Wieniamin Filsztyński. Rezultat jego współpracy z zespołem teatru może przyprawić o zawrót głowy. Oto teatr, któremu młoda krytyka napisała już daw­no artystyczny nekrolog, okazuje się nad podziw ży­wy, poruszający, pod każdym względem wzorcowy. To po prostu olśniewający spektakl, który dezawuuje wszystkie wydumane przy komputerze opinie o śmierci teatru dramatycznego. Bez żadnych prze­bieranek, udawanek, uwspółcześniania na siłę Filsz­ty

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szczęście, czyli ułuda

Źródło:

Materiał nadesłany

Przegląd nr 4

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data:

01.02.2009

Realizacje repertuarowe