Z przyjemnością informujemy, że dziś, w Międzynarodowym Dniu Muzyki, Opera na Zamku w Szczecinie rozpoczyna sprzedaż biletów na wyjątkowy koncert wybitnego barytona naszych czasów, jednego z najlepszych śpiewaków świata – Artura Rucińskiego.
Artysta wystąpi 20 marca 2027 roku w ramach jubileuszu 70-lecia Opery na Zamku, wykonując arcydzieła klasyki operowej. Zabrzmi muzyka (arie i duety) Giuseppe Verdiego, Vincenza Belliniego oraz Wolfganga Amadeusza Mozarta. Arturowi Rucińskiemu towarzyszyć mu będzie Marta Mazanek-Matuszewska, śpiewaczka i laureatka wielu konkursów wokalnych. Orkiestrę Opery na Zamku poprowadzi Agnieszka Nagórka.
Serdecznie zapraszam do zakupu biletów i udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu Opery na Zamku. To będzie niezwykłe spotkanie z wielką sztuką operową.
Artur Ruciński należy do najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych polskich śpiewaków operowych na świecie (w sezonie 2009/2010 austriacki magazyn „Festspiele” umieścił go na liście 20 najważniejszych artystów); w ostatnich latach zdobył międzynarodową sławę, a jego kunszt wokalny znajduje uznanie widowni i krytyki, otwierając mu drogę do największych i najbardziej prestiżowych scen operowych. W 2016 roku zadebiutował na deskach nowojorskiej Metropolitan Opera w roli Sharplessa w „Madame Butterfly” Pucciniego. Od tego czasu wystąpił w MET w kilkudziesięciu spektaklach, a „Manon” Masseneta oraz „Łucja z Lammermooru” Donizettiego z jego udziałem były transmitowane w kinach na całym świecie w cyklu „The Metropolitan Opera Live in HD”. Punktem zwrotnym w jego karierze okazał się jednak moment, kiedy usłyszał go maestro Daniel Barenboim i natychmiast zaprosił do zaśpiewania w „Eugeniuszu Onieginie” pod jego batutą w berlińskiej Staatsoper. Partnerami scenicznymi Rucińskiego są na co dzień najznamienitsi śpiewacy, a spektakle i koncerty, w których śpiewa, prowadzą najwybitniejsi kapelmistrzowie. Okrzyknięty jednym z najlepszych barytonów verdiowskich naszych czasów, gościł na scenach wielu najważniejszych teatrów operowych i sal koncertowych świata, od San Francisco przez Nowy Jork, Madryt, Paryż, Berlin, Monachium, Wiedeń, Mediolan, Zurych, Londyn aż po Tokio. Część swojego wypełnionego terminarza Artur Ruciński poświęca działalności koncertowej, występom w radiu i telewizji oraz udziałowi w festiwalach m.in. w Warszawie, Paryżu, Oslo, Dreźnie, Wiedniu i Berlinie, wykonując takie arcydzieła repertuaru oratoryjno-kantatowego, jak „Stabat Mater” Szymanowskiego, „Carmina Burana” Orffa czy pieśni Gustava Mahlera z towarzyszeniem orkiestry. Liczne nagrania audio i wideo dokumentują wszechstronność tego wyjątkowego artysty. Dziennikarz muzyczny Karl Lobl pisał o jego występie w „Carmina Burana”: „Baryton – odkrycie w wiedeńskim Musikverein – zapamiętajcie nazwisko: Artur Ruciński i idźcie na każdą operę, w której można usłyszeć tego śpiewaka”.
Z Arturem Rucińskim rozmawialiśmy w 2017 roku, kiedy wystąpił z recitalem na scenie Opery na Zamku. Pytaliśmy go o drogę zawodową, pracę nad rolami i to, co dzieje się ze śpiewakiem tuż przed wyjściem na scenę. „Nie ma patentu na sukces w świecie opery. Na pewno trzeba ciężko pracować nad sobą, nad techniką i przez całe życie zawodowe starać się rozwijać, nigdy nie można osiąść na laurach. Ten zawód jest dla ludzi inteligentnych, należy świadomie wybierać role odpowiednie do swojego głosu. Nie wolno się spieszyć, tzn. trzeba bardzo ostrożnie dobierać role z repertuaru dramatycznego. Nieodzowne też jest wsparcie doświadczonego i dobrego menadżera. No i na koniec jest też oczywiście ważny pierwiastek szczęścia. Ja np. nigdy nie szukałem menadżerów, to menadżerowie znaleźli mnie, byli na moich spektaklach, koncertach i propozycje współpracy przyszły do mnie same” – opowiadał artysta. Pytaliśmy również o sposób, w jaki przygotowuje się do nowych ról i jak wygląda droga od pierwszego kontaktu z partią do stworzenia postaci? „Przede wszystkim muszę mieć stuprocentową pewność, że w danym momencie ta rola jest odpowiednia dla mojego głosu. Potem oczywiście zapoznaję się z librettem i staram się, jeżeli jest to możliwe, znaleźć jakąś literaturę na temat mojej postaci, zgłębiać jej historię. Wszystkie moje role przygotowuję sam, bez coacha, bez pianisty. Czasem słucham bardzo starych nagrań, żeby osłuchać się z orkiestrą, i to wszystko. Zaczynam próby i tworzę postać” – mówił. Zapytany o najtrudniejszą rolę, wybitny śpiewak nie wskazał jednej. Każda kolejna partia daje mu możliwość spojrzenia na znaną historię i bohatera z innej perspektywy. „Nie ma takiej roli. Każda nowa rola to wyzwanie, to wielka przygoda i przyjemność, ponieważ podczas przygotowań do nowej premiery odnajduję za każdym razem coś nowego w swoim głosie, w postaci. Czuję, że jako śpiewak i artysta rozwijam się. Wykonując po raz nawet „nasty” Oniegina czy Hrabiego di Luna z „Trubadura” G. Verdiego, staram się nie tylko pod względem psychologicznym, ale i wokalnym podejść inaczej. Staram się znaleźć więcej odcieni, kolorów, emocji w głosie, w grze aktorskiej”.Z kolei o tremie przed występem opowiadał: „Tak, mam tremę, ale jest to trema mobilizująca, nie paraliżująca. Zresztą uważam, że taka trema jest bardzo dobra, bo sprawia, że jesteśmy bardziej skoncentrowani. Scena jest moim drugim naturalnym środowiskiem, od dziecka miałem możliwość występowania sam, czy to z moimi rodzicami, czy też z siostrą. Dlatego gdy tylko wejdę na scenę i wydobędę z siebie pierwszy dźwięk, trema po prostu znika”.