23.08.2013 Wersja do druku

"Szatnia" w Warszawie

Taki prymitywny żal we mnie gdzieś siedzi, że we Wrocławiu, który był najmocniej bijącym sercem sztuki mimu za życia Henryka Tomaszewskiego, a teraz to serce znów coraz mocniej bije, nie ma prestiżowego festiwalu tej kalejdoskopowo barwnej artystycznej ścieżki - pisze Krzysztof Kucharski w Polsce Gazecie Wrocławskiej.

Próbował i chyba dalej próbuje robić taki festiwal Józek Markocki ze swoim Teatrem Formy, ale wsparcie od strony urzędników miał i ma marne. Te jego festiwale przechodziły też prawie bez medialnego echa. Takie jest zainteresowanie kulturą. Ważniejsze jest, który polityk na innego napluł najbardziej siarczyście i czy Doda na pewno włożyła majtki albo czy Radwańska miała prawo pokazać światu gołe pośladki w imię miłości do Jezusa. Taki obraz świata kreują media, ale nie będę uprawiał czarnowidztwa. Dziś w Warszawie otwiera XIII Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu Wrocławski Teatr Pantomimy swoją ostatnią premierą "Szatnia" [na zdjęciu]. Zdarzeniem ze wszech miar wyjątkowym, bo próbą przywołania mitu. Choć nie maczali w tym palców czarnoksiężnicy, a tu o magię właśnie chodzi, bo udało się przypomnieć dziesięć choreodramów Mistrza i już legendy światowego teatru pantomimy - Henryka Tomaszewskiego. To jest lekcja dla wszystkich, kt

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szatnia w Warszawie

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Gazeta Wrocławska nr 196

Autor:

Krzysztof Kucharski

Data:

23.08.2013