27.04.2013 Wersja do druku

Szaleńcy w teatrze

Są zjawiska opisane już na wszystkie możliwe sposoby, ale pozostające wciąż za kurtyną tajemnicy. Jednym z nich jest Wspaniały Teatr bez Nazwy. Ta niezwykle barwna grupa (chciałem użyć słowa "trupa", ale z uwagi na ich młody jeszcze wiek oraz żywiołowość uznałem to określenie za niestosowne) amatorów teatru i szaleńców w scenicznych kaftanach obchodzi w tym roku dwudziestolecie istnienia - pisze Jerzy Szczudlik, w felietonie z cyklu KULturĄ W PŁOT w Gazecie Gitrzwałdzkiej.

Nim jednak powiem o nich słów parę, uszanuję naszą felietonową tradycję i zaproponuję Państwu wiersz. Tym razem nie będzie to jak zwykle utwór poświęcony poezji, a jakżeby inaczej, teatrowi. Joanna Kulmowa, poetka współczesna zadaje sobie i nam pytanie: "Po co jest teatr?" I tak na nie odpowiada: Ta drabina to schody do nieba, a ta miska to księżyc. Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz, A z garnków są hełmy rycerzy. Ale kto w te czary wierzy? To jest teatr. A teatr jest po to, żeby wszystko było inne niż dotąd. Żeby iść do domu w zamyśleniu, w zachwycie . I już zawsze w misce księżyc widzieć. Wiem, że nasi piękni dwudziestoletni nie obrażą się na mnie za nazwanie ich szaleńcami, wszak już Platon powiedział: "człowiek zupełnie nie tknięty szałem nie wejdzie do świątyni muz". Ich szaleństwo to całkiem miła dolegliwość, na szczęście dla nas zaraźliwa, na szczęście dla nich nieuleczalna. Oni chorują na teatr i paradoksaln

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szaleńcy w teatrze

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Gietrzwałdzka nr 8/552/19.04.2013

Autor:

Jerzy Szczudlik

Data:

27.04.2013