19.04.2019 Wersja do druku

Sylwia Koronczewska-Cyris: Wyszłam z szuflady

- Miałam może sześć lat, kiedy mama zabrała mnie na spektakl gwiazdkowy. Usiadłam na widowni, kurtyna zasunięta, ale za nią widać skrawek niebieskiego horyzontu - nic innego nie pamiętałam z tego przedstawienia, tylko to niebo - opowiada Sylwia Koronczewska-Cyris, aktorka Teatru Animacji w Poznaniu.

Skąd Białystok jako miejsce studiów? - To moje miasto rodzinne i tak było najprościej. Wydział Lalkarski też dlatego? - Chciałam zostać aktorką. Myślałam, że wszystko jedno, jaką szkołę ukończę, ale na drugim roku studiów, kiedy dołączyłam do Wierszalina, Piotr Tomaszuk mi wyjaśnił, jak bardzo się mylę. To znaczy? - Że po lalkach mam małe szanse na pracę w teatrze dramatycznym. Namawiał mnie na egzaminy do Krakowa. Nie posłuchałaś... - Z różnych powodów nie było to możliwe. Alternatywą wydawał się Wierszalin, ale fundacja zaczęła mieć kłopoty i wkrótce teatr zawiesił swoją działalność. A jak tam w ogóle trafiłaś? - Tomaszuk robił nabór do zespołu, kiedy byłam na drugim roku. Poszłaś na casting? - Początkowo nawet o tym nie pomyślałam, chociaż odbywał się w szkole! Ale późnym wieczorem, po zajęciach, przechodziłam obok sali prób, gdzie kończyły się przesłuchania, i ktoś zaczął

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wyszłam z szuflady

Źródło:

Materiał nadesłany

kultura.poznan.pl

Autor:

Anna Kochnowicz-Kann

Data:

19.04.2019