"Gdy rozum śpi budzą się demony" w reż. Marka Fiedora w Teatrze Polskim w Poznaniu. Pisze Stefan Drajewski w Polsce Głosie Wielkopolskim.
Utrata słuchu dla Goi była mniej dotkliwa niż dla Beethovena. Malarz widział, co tworzy. A jednak w świecie, w którym człowiek pozbawiony jest jednego zmysłu, trudniej się poruszać. Ba, zgiełk tego świata pod koniec życia zamieszkał w głowie artysty. Francesco Goya nie słyszał trzydzieści lat. Nie stronił jednak od tego, co go otaczało na zewnątrz. Z rozmów z domownikami i przyjaciółmi domu dowiadujemy się, że angażował się w politykę, "gorszył" niektórych swoim związkiem z gosposią, tworzył... Zdawałoby się: prowadził normalne życie. A jednak toczyło się ono w dużej mierze w zamknięciu, do którego nie mieli pełnego dostępu ani doktor, ani kochanka, ani dzieci, ani tym bardziej dalsi znajomi i wrogowie. Każdy z nich musiał się w to życie za każdym razem wdzierać. Ci bliżsi poznali język migowy, dalsi - posługiwali się karteczkami, ale to wszystko sprzyjało nieufności, rodzeniu się obaw, wątpliwością co do szczerości uczuć