Do eksplozji dowcipu arystokratycznie subtelnego i rubasznie krewkiego doszło w Lublinie za sprawą jednej z najmniej znanych szekspirowskich komedii "Stracone zachody miłości" w przekładzie Stanisława {#os#8520}Barańczaka{/#}, przywiezionej przez warszawski Teatr Polski. Tekst przekładu Stanisława Barańczaka dźwięczał jędrnie i naturalnie. Tłumacz był niewątpliwie jednym z bohaterów przedstawienia. Wiele dowcipów brzmiało tak świeżo, jakby wymyślone zostały dla potrzeb współczesnego kabaretu, a nie ku rozśmieszeniu gawiedzi w teatrze elżbietańskiej Anglii - a zarazem nigdy nie staczały się w dowcipkowanie, czy językowy banał. Scenograf Zofia de {#os#6040}Ines{/#} po obu stronach sceny zbudowała bardzo skromnymi środkami ściany parkowego (przystrzyżonego) zielska, zbiegającego się nieco ku horyzontowi, dzięki czemu na scenie skutecznie osiągnęła złudzenie rozległej, otwartej przestrzeni, a dla żwawych aktorów pozostawiła sporo miejsca na
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Wyborcza - Lublin nr 117