EN
13.05.2022, 10:48 Wersja do druku

Straszny sen krytyka jazzowego

 „Bóg policzył dni” Konrada Hetela w reż. Radka Stępnia w Teatrze Studyjnym Szkoły Filmowej w Łodzi. Pisze Krzysztof Krzak w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Klaudyna Schubert

Wybitna polska wokalistka, Grażyna Łobaszewska, śpiewała w jednej ze swoich piosenek, że „polska prowincja piękna jest”. Tymczasem prowincja przedstawiona w dramaturgicznym tekście „Bóg policzył dni” przez Konrada Hetela jest przede wszystkim smętna i nudna. Podobnie jak zrealizowany przez Radka Stępnia na jego podstawie spektakl dyplomowy studentów Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

Premiera tego dyplomu odbyła się na początku lutego bieżącego roku, a podczas trwającego właśnie w Łodzi 40. Festiwalu Szkół Teatralnych można go było zobaczyć stacjonarnie i on – line 11 maja 2022 roku. Najpoważniejszym, w mojej opinii, błędem popełnionym przez autora i reżysera spektaklu „Bóg policzył dni” jest ślepe zawierzenie stereotypowi, iż życie poza wielkimi miastami ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem, ludzie tam zamieszkujący nie robią nic poza leczeniem kompleksów i rozładowywaniem frustracji. A najskuteczniejszym sposobem tej autoterapii jest czerpanie zadowolenia z niepowodzeń tych, którzy dane miasteczko czy wieś opuścili, na dodatek bez akceptacji tych, którzy na prowincji pozostali. Tak, jakby to był warunek niezbędny do podjęcia decyzji o zmianie swojego życia.

Taką decyzję podjął dziewięć lat i siedem miesięcy wcześniej główny bohater opowieści Konrada Hetela, niejaki Robert (gra go Karol Lelek), dla przyjaciół: Pismo Święte. Zaraz po maturze wyjechał z rodzinnego miasteczka, by w wielkim świecie kontynuować zainteresowanie muzyką jazzową. Nie został jednak instrumentalistą, a krytykiem muzycznym. Jeździ po świecie i relacjonuje koncerty wybitnych jazzmanów, recenzuje płyty. Po tak stosunkowo długim okresie nieobecności w rodzinnej miejscowości przyjeżdża do niej na ślub szkolnego kolegi Gawrona (w tej roli występuje Marcin Walkowski i od razu powiem, ze jest to jedna z dwóch ról godnych szczególnej uwagi w tym przedstawieniu), co wszystkim wydaje się to niesamowite, tym bardziej, że Karol nie przyjechał nawet na pogrzeb własnej matki. Co skłoniło go do przyjazdu? On sam twierdzi, że chciał zobaczyć siebie na tle swych dawnych kolegów: wspomnianego już Gawrona, Alana (Marcin Lipski – to właśnie jest ta druga warta szczególnej uwagi rola w omawianym spektaklu), Klausa (Kirył Pietruczuk), Filipa Kolejarza (Filip Garmulewicz) i rozrywkowych koleżanek noszących imiona wzięte wprost z Czechowa (Olga, Masza i Irina), a granych przez Olgę Rayską, Zofię Stafiej i Karolinę Kowalską, które lubią spędzać czas w klubie „Moskwa” (sic!). Robert chce się przekonać, kim by był, gdyby został w miasteczku. Można przypuszczać, że bawiłby się w „Moskwie” lub spędzałby czas na trzepaku, który obok kilku rzędów starych kinowych krzeseł stanowi główny element scenografii. A gdyby się miał ożenić, to tylko dlatego, że – jak mówi Gawron – każdy kiedyś musi to zrobić, lub z powodu ciąży partnerki, bo przecież – jak z kolei twierdzi Panna Młoda (Maria Adamska) – dziecko musi mieć ojca. Z rozmowy Gawrona z obecną dziewczyną Roberta, Wandą (Anna Kraszewska), wynika, że opuścił on rodzinne strony z jakichś bardzo trudnych spraw, o których nawet nie powiedział partnerce. Jakie to były sprawy (poza rozstaniem z Misią graną przez Aleksandrę Bernatek)? – widz nie dowie się aż do końca (także z rozgrywającej się w onirycznej konwencji „lekcji życia” prowadzonej przez postać graną przez Huberta Miłkowskiego). No, chyba że za wyjaśnienie przyjąć banały typu: chciałem zacząć od nowa, zacząć nowy etap w życiu i inne, wzbogacone frazesami w stylu: „Ktoś musi przegrać, żeby wygrać mógł ktoś”. Sam protagonista zdobywa się na równie „głęboką” konstatację: „Spełniłem marzenie o wielkiej ucieczce, ale nie czuję się zwycięzcą”. A wszystko to wypowiadane w sposób monotonny, z nadużywaniem do granic przyzwoitości pauzy, na czym cierpi tempo przedstawienia. I widzowie.

Szkoda zmarnowanej szansy na powiedzenie czegoś oryginalnego o „Polsce B” (ciekawej, co wiem z autopsji) i jej mieszkańcach. Szkoda nade wszystko młodych aktorów, którzy nie dostali szansy na pełne pokazanie swych domniemanych umiejętności zawodowych.

Fot. Klaudyna Schubert


Tytuł oryginalny

Straszny sen krytyka jazzowego

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Krzysztof Krzak

Data publikacji oryginału:

12.05.2022