Logo
16.12.2002 Wersja do druku

Straceńcy balują

To nie dwa nagie kształtne biusty, ani kilka par damskich i męskich majtek pokazujących się na scenie sprawią, że o tym spektaklu będzie głośno. "Baal" Brechta w realizacji Marka Fiedora jest prowokacją, drażniącym krzykiem w sprawie świata "produkującego" straceńców

Dla twórczości Bertolta Brechta dobry był koniec lat 60. Do historii przeszła m. in. Inscenizacja "Kaukaskiego kredowego koła" w Teatrze Jaracza. Mijały lata, przestano wracać do "Kariery Artura Ui", a nawet do "Matki Courage". Niemiecki ekspresjonizm, a także "teatr epicki" wymyślony przez Brechta, stracił admiratorów. Aż tu po latach wraca się do jego młodzieńczej, nie najwyżej w swoim czasie notowanej sztuki, do "Baala". Wydawać się może, że opowieść o buncie i rozpadzie wartości rozpisana na dręczące obrazy nie mogła trafić lepiej jak w ręce młodego , bezkompromisowego reżysera i aktorów, spośród których każdy może być Baalem stworzonym na wzór oraz podobieństwo babilońskiego bożka natury. I w inscenizacji Marka Fiedora każdy nim jest. Każdy krzyczy o swoim geniuszu i niechęci do świata, każdy jest lepszy niż jest, chce zaspokajać swoje instynkty, nie liczyć się z cudzą i własną godnością oraz wrażliwością. Świat bez wart

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Straceńcy balują

Źródło:

Materiał nadesłany

Express Ilustrowany nr 292

Autor:

Renata Sas

Data:

16.12.2002

Realizacje repertuarowe