14.01.2020 Wersja do druku

Stara śpiewka

Oczyma wyobraźni widzę Garland stojącą na czele rebelii kotów rzucających się ludziom do gardeł. Do tego jednak potrzebne byłoby coś zupełnie odmiennego niż stara śpiewka - o filmach "Koty", ekranizacji musicalu Andrew Lloyda Webbera i "Judy" pisze Bartosz Żurawiecki w Dwutygodniku.

Koty śpią cały dzień, a Judy Garland zasnąć nie może. Twórcy biograficznego filmu o aktorce chętnie pokazują sceny, w których przewraca się ona z boku na bok, by w końcu sięgnąć po kolejną pigułkę (to jest ten etap bezsenności, na którym wypicie ciepłego mleka nic już nie pomoże). Akcja "Kotów" też rozgrywa się w nocy. Futrzaki wychodzą wtedy ze swoich kryjówek i zmierzają na doroczny bal, na którym jeden z nich decyzją Wyroczni (Judi Dench) dostąpi łaski reinkarnacji i rozpoczęcia nowego życia. Żyć bowiem, jak wiadomo, mają koty co najmniej siedem. Tłem obu produkcji jest Londyn. I na tym powierzchowne podobieństwa między filmami Ruperta Goolda i Toma Hoopera się kończą. "Koty" są bowiem musicalem pełną gębą. Takim, w którym właściwie ciągle się śpiewa. Partie dialogowe są nieliczne, krótkie i pojawiają się dość niekonsekwentnie (bo niby dlaczego bohaterowie nagle mówią, skoro bez przerwy śpiewali?). "Judy" to z kolei

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Stara śpiewka

Źródło:

Materiał nadesłany

dwutygodnik.com nr 272

Autor:

Bartosz Żurawiecki

Data:

14.01.2020

Tematy w toku