"Baron Münchhausen" w reż. Wojciecha Szelachowskiego w Białostockim Teatrze Lalek. Pisze Jerzy Szerszunowicz w Kurierze Porannym.
Po kilkuletnich przymiarkach w miniony weekend doszło w końcu do premiery "Barona Münchhausena" w Białostockim Teatrze Lalek Tytułowy bohater jest postacią marginalną. 0 jego niezwykłych perypetiach wspomina się półgębkiem. Głównym bohaterem jest testament, skądinąd fikcyjny. A to dopiero początek niespodzianek... Wojciech Szelachowski, znany z cyklu "Krótkich kursów" (m.in. piosenki aktorskiej i wychowania seksualnego), raz jeszcze zastosował sprawdzony schemat: temat ogólny, narrator i dużo miejsca na wokalno-aktorskie popisy trupy BTL-u. Spektakl "w duchu" Jeżeli ktoś się spodziewał, że zobaczy w BTL-u, jak baron Münchhausen wyciąga się za włosy z bagna, nicuje wilka, poluje na ośmiołapego zająca czy jednym strzałem uśmierca stadko kuropatw, ten się może odrobinę rozczarować. Inscenizacja jest raczej musicalowa, niż fantastyczna, baśniowa. Żadnej próby łudzenia zmysłów dostępnymi w teatrze metodami nie dało się zaobserwować.