Synowie znanych ojców, nawet jeśli się buntują przeciwko ojcom, potem idą w ich ślady. Najwyraźniej działa kalkulacja, że lepiej iść przetartą ścieżką ze wsparciem za plecami, niż się usamodzielnić, ale ryzykować porażkę - piszą Izabela Smolińska i Katarzyna Świerczyńska w tygodniku Wprost.
Kilka dni temu media obiegła wiadomość, że 16-letni Roch, syn Kayah i producenta Rinke Rooyensa, będzie pracować na planie "Tańca z gwiazdami". Tajniki zawodu będzie poznawać pod okiem ojca. Wyliczono, że gimnazjalista może zarobić nawet 6 tys. zł miesięcznie. - On sobie dorobi, nauczy się, a przy okazji przynajmniej wiem, gdzie jest i co robi - mówi ojciec. To model bardzo różniący się od tego, co się praktykuje na Zachodzie. Tam nawet syn milionera musi zacząć od podstaw, od zwykłego parzenia kawy i sprzątania. Uważa się, że dzięki temu się uczy, poznaje rodzinną firmę od podszewki. - U nas nad dzieckiem roztacza się parasol ochronny, daje się wygodną posadę i sporą pensję, zapewniając pełen komfort - mówi Anna Jupowicz-Ginalska, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Wszędzie działa jednak podobny mechanizm: synowie znanych ojców, nawet jeśli się buntują przeciwko ojcom, potem idą w ich ślady. Najwyraźniej działa kalkulacja, że