Logo
22.10.2009 Wersja do druku

Słowacki w rękach Peszka

- Ponieważ w Polsce mamy niewielu tych Wielkich naprawdę przez duże "W", to lubimy zbudować im ogromny cokół, a na nim postawić wielki, nienaruszalny, spiżowy pomnik, nie oglądając się na fakty i prawdę. To jest nasza polska ułomność wynikająca z kompleksów - reżyser JAN PESZEK przed premierą "Sło" we Wrocławskim Teatrze Lalek.

Krzysztof Kucharski: "Sło" wpadło Ci w ręce przypadkiem? Jan Peszek: Przypadkowo w teatrze nic się nie dzieje. Do końca grudnia świętujemy w całej Polsce Rok Słowackiego i dyrektor teatru Roberto Skolmowski zamówił sztukę o tym wieszczu, by też dwusetną rocznicę jego urodzin artystycznie zaakcentować, a mnie namówił, bym tę rzecz wyreżyserował. Autora, Mateusza Pacułę, znam z krakowskiej szkoły teatralnej i czytałem kilka jego dramaturgicznych próbek. "Sło" to oczywiście pierwsza sylaba nazwiska Juliusza Słowackiego... - Zgadza się. Pomysł tej sztuki autor wpisał w strukturę gry komputerowej. Występuje mnóstwo postaci, które duet aktorów - Tomek Maśląkowski i Sławek Przepiórka - podzielił między siebie. Są to postaci bardzo różne, bo wzięte z rzeczywistości, jak na przykład matka poety Salomea Becu, czy bohaterowie jego sztuk, m.in. Don Ferdynand z dramatu "Książę niezłomny". Są postaci zmyślone całkowicie przez autora

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Słowacki w rękach Peszka

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Gazeta Wrocławska nr 248 online

Autor:

Krzysztof Kucharski

Data:

22.10.2009

Realizacje repertuarowe