Narciarze w naszym kraju nie mają łatwo. Nie dość, że Tatry to nie Alpy, gdzie trasy narciarskie nie mają końca, to na dodatek marzenie o samotnym napawaniu się pięknem spowitej zimą przyrody graniczy z cudem. Na dodatek Zakopane upodobali sobie majętni Rosjanie, którzy karnie czekają w kolejkach do wyciągów wynoszących ich na zatłoczony stok. Może właśnie ten fakt sprawił, iż Tadeusz Brodecki - reżyser zrealizowanych na scenie Teatru im. J. Słowackiego "Straconych zachodów miłości", kiedy przyszło mu pokazać przebranych za Rosjan bohaterów komedii, kazał im dopiąć narty. Wątpliwy to jednak pomysł na uaktualnienie Szekspira. A zapowiadało się całkiem dobrze. Czwórka młodych ludzi, na czele z księciem, postanawia poświęcić się studiom duchowym i naukowym, wyrzekając się na trzy lata uciech tego świata, a w szczególności kobiet, które tak łatwo mogą zmącić spokój duszy i umysłu. Bohaterowie siedzą na ziemi, w pozach medytacyjnych
Tytuł oryginalny
Slalom z przeszkodami
Źródło:
Materiał nadesłany
"Gazeta Krakowska" nr 12