20.02.2014 Wersja do druku

Serca z lodu

Zanim ruszyłem do Kijowa, byłem na premierze "Lodu" według Władimira Sorokina w Teatrze Narodowym. Dziwne przeżycie. Inscenizacja bardzo ascetyczna. Tak samo gra aktorów. Nie dlatego, że inaczej nie potrafią, a dlatego że tak chciał reżyser - pisze Paweł Reszka na swoim blogu w Tygodniku Powszechnym.

Mimo to plastycznie widziałem Moskwę. Tak już mam, że jak ktoś wypowie "Worobiowe Gory", to zaraz jestem u stóp uniwersytetu. Usłyszę "Strogino" i w myślach maszeruję w kąpielówkach przez Serebrianyj Bor. Kiedy aktorzy metalicznie wypowiadali kwestie, ja widziałem żywych ludzi: zagubionych studentów, drobnych bandytów, dziwki, bogatych biznesmenów. Przecież znałem ich wszystkich. Postaci są opowiedziane dialogami. Mówią niby do siebie, ale przecież mówią o sobie. Łączy ich jedno - wszyscy klną. Szewski język wzbudzał śmiech na sali. A mnie nie śmieszył - Moskwa tak mówi. Czy cham, zbir, bogacz - klną wszyscy, choć każdy po swojemu. Nie tylko więc zobaczyłem, ale usłyszałem zwyczajną Moskwę. Przyznam: nie uśmiechnąłem się ani razu, choć sztuka trwała dwie godziny i czterdzieści pięć minut, a z natury jestem pogodny. Książka Sorokina jest przygnębiająca. Jak dla mnie wcale nie opowiada o Moskwie, Rosji, totalitaryzmie, komuniz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Serca z lodu

Źródło:

Materiał nadesłany

Tygodnik Powszechny online/11.02

Autor:

Paweł Reszka

Data:

20.02.2014

Realizacje repertuarowe