25.11.1959 Wersja do druku

Sen srebrny Salomei

Rok Słowackiego postawił nasze teatry przed nie la­da kłopotem: trzeba grać jego dramaty. Tak, kłopot to prawdziwy, choć mamy do czynienia z największym z pol­skich dramaturgów. I co ro­bić? Jeszcze raz powielać "Fantazych" i "Kordiany", je­dyne dzieła z bogatego dorob­ku mistrza, które nie drażnią współczesnej - by tak rzec - wydolności estetycznej? Jesz­cze raz wznawiać "Balladynę" - nie tylko już do niemożli­wości ograną, ale tak rozpoetycznioną i naburmuszoną, że ciarki biorą, na samo wspomnienie? Jeszcze raz pokazać "Marię Stuart", strawną przez to, że młody jeszcze wówczas autor nie rozhulał się w melodramie, wierny klasycystycznym szkolnym naukom? A może znowu "Mazepa"? Brr, na trumnę na scenie nie spo­sób nie reagować śmiechem. Dziki, rozbestwiony melodram stanął pomiędzy nami a wiel­kim, poetą. Gdyby sporządzić rejestr sposobów, w jakich uśmierca lub kaleczy Słowacki swoich bohaterów, otrzymalibyśmy niezwykle pomys

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Sen srebrny Salomei

Źródło:

Materiał nadesłany

Echo Krakowa Nr 275

Autor:

Ludwik Flaszen

Data:

25.11.1959

Realizacje repertuarowe