„Seks po krakosku” Jana Naturskiego w reż. autora w Teatrze Współczesnym Krakowie. Pisze Jarosław Ciszek w portalu kulturalnykonferansjer.pl.
Rok 2026 rozpocząłem do spektaklu „Seks po krakosku” – komedii granej w Teatrze Współczesnym Krakowie, której bohaterem jest Stanisław Kurkiewicz. Pisałem już o tym krakowskim lekarzu z przełomu XIX i XX wieku przy okazji spektaklu "O dwóch doktorach i jednej pacjentce" z Teatru im. J. Słowackiego. Pozwolę sobie zacytować fragment tamtej recenzji: "Prekursor polskiej seksuologii (i autor tego terminu), ale też wielki propagator nowego języka, jakim należy mówić o seksie. Stworzył słownik płciowy i – choć mogą nas bawić takie określenia jak zwisak (penis), samieństwo (onanizm), płcenie czyli po prostu sex i cofanka czyli płcenie przerywane – intencje miał autor szczytne. Uważał mianowicie, że dzięki nowym określeniom znacznie ułatwi się komunikacja lekarz-pacjent a "płcenie" przestanie być wstydliwym tematem tabu. Lektura słownika (lub choćby poświęconych mu tekstów, jakie można znaleźć w internecie) to wspaniała okazja do poznania językowych mód i pasji lekarza".
W Teatrze Słowackiego autor spektaklu skonfrontował Kurkiewicza z Józefem Dietlem, we Współczesnym (ten spektakl powstał wcześniej) zestawiony jest on z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim i jego narzeczoną, a wzmiankowana jest cała gama innych artystów z epoki na czele ze Stanisławem Wyspiańskim (akcja zaczyna się zaraz po premierze "Wesela") i Jackiem Malczewskim, z kolei gabinet dumnie zdobi jakże pasujący do kontekstu "Szał uniesień" Władysława Podkowińskiego. À propos gabinetu – jedna z krakowskich pracowni Kurkiewicza znajdowała się w obecnej siedzibie Teatru Współczesnego, więc duch lekarza unosi się nad spektaklem.
Napisany i wyreżyserowany przez Jana Naturskiego spektakl bawi i cieszy, choć w drugiej części nieco zbyt skręca w stronę kabaretu. Nie mniej kilka zastosowanych pomysłów, jak choćby telefoniczna rozmowa z Zygmuntem Freudem (ta ostatnia, z udziałem publiczności – Freud jest bardzo aktywny w zakresie telefonowania) i większość dialogów wywołują szczery uśmiech, a młodopolskie i literackie konteksty dodają smaku. Dobrze prezentuje się też scenografia Elżbiety Bień oraz kostiumy Agaty Wierzbickiej. Znakomitą pracę wykonują aktorzy. Kurkiewicza z pasją i radością kreuje Paweł Brandys, w wykonaniu którego można wybaczyć nawet chłopa przebranego za babę. Na uwagę zasługuje ekspresja Moniki Radziwon, która w sposobie gry i wszystkich swoich przyruchach, wzdychaniach i gestach niezmiernie przypominała mi estradowe role nieodżałowanej pamięci Joanny Kołaczkowskiej (naprawdę momentami zamykając oczy słyszałem Panią Asię. Gdyby Kabaret hrAbi poszukiwał osoby o podobnej ekspresji lub gdyby powstawał jakiś film biograficzny, pani Monika ma spore szanse zagrać to brawurowo). W dublurze tej roli można czasem trafić na Sylwię Warmus, acz jak mnie zapewniano nie są to częste zmiany. W rolę zmęczonego, acz wciąż gotowego do rozrywek Boya, wciela się Bartosz Jarzymowski, który imponuje swoim wygimnastykowaniem w dość niespodziewanej scenie akrobatycznej i dobrze kontrastuje w dialogach z Pawłem Brandysem. Zespół jest zgrany, a ich luz udziela się publiczności. To niezobowiązująca rozrywka, acz warto docenić, że w takim kontekście udało się zmieścić, a co za tym idzie przypomnieć postaci artystycznego i medycznego Krakowa, które bez wątpienia na to zasługują. Krótko mówiąc – idźcie się pośmiać!
Przy ostatniej recenzji spektaklu z Teatru Współczesnego polecałem Wam kilka innych miejsc przy ulicy Starowiślnej. Do tej listy dodam jeszcze położoną kilka minut od teatru i nieco schowaną restaurację Il Calzone – znakomite jedzenie i sympatyczna obsługa, w dodatku znająca się na teatrze i filmie. Wpadajcie nie tylko przy okazji wizyty w teatrze (polecenie nie ma charakteru reklamowego i nie jest w żadnej mierze komercyjne).
Ocena spektaklu: 7 /10.