Teatr współczesny jest teatrem reżysera. Współczesność - rozumie się nie w planie kilku przypadkowych, ostatnich akurat lat, ale jako spory kawał czasu i doświadczeń. I nie o osobę reżysera idzie, nie o miejsce na sali prób i lokatę na liście etatów. Teatrem współczesnym rządzi koncepcja reżysera, reżyserski typ roboty, w której słowa, reflektory i ludzie podporządkowują się nadrzędnej myśli, tracą autonomię, zyskują przez wzajemne oddziaływanie. Mnoży się siłę różnych elementów przez planowe, centralne planowanie. To przypomnijmy z okazji ostatniej, oryginalnej premiery warszawskiego STS-u. Gdzie tu do myśli o reżyserii, gdy trzon "Oskarżonych" Osieckiej i Jareckiego to popis pojedynczej pary aktorów? Czy o reżyserii nie należy mówić raczej z okazji kończącej "Oskarżonych" miniatury obyczajowej, gdy na scenie stoi tłumek "esteesiaków" wokół oskarżonego Wojciecha Siemiona... Jednak nie - myślę, że raz można m
Tytuł oryginalny
Sądowy montaż w STS-ie
Źródło:
Materiał nadesłany
Przegląd Kulturalny nr 3