Kilka lat temu zapytałam Kazimierza Kutza, jaki ma sposób na starość.
Dziś gdzieś w zaświatach obchodzi 90. urodziny.
Po pierwsze: gdy dzieci się wyprowadzą na swoje, cieszyć się z ciszy w domu. Wreszcie spokój! Po drugie: nie złościć się na siebie. Śmiać się ze swej starości. Nie mazgaić się, że przy wchodzeniu przez drzwi przeszkadzają klamki, a jak się człowiek przewróci, to ciężko wstać. Po trzecie: przygotować się do starości, najlepiej odłożyć jakieś pieniądze. Po czwarte: nie rozleniwiać się, pracować. Czytać, rozmawiać. Trzymać życie na cynglu. Być skupionym. Nie odpuszczać sobie, bo człowiekowi łatwo się odechciewa. Codziennie rano brać wózeczek, człapać po gazety, bułki, jarzyny do sklepu. Po piąte: być odważnym. Polubić to, że młodym starość przeszkadza. Spojrzenia mówią staremu: po co jeszcze żyjesz? Wyzwolić w sobie energię, żeby się temu opierać, udowodnić, że jeszcze się jest, że się żyje. "Czepiają się mojej starości, jakby nie wiedzieli, że ona jest młodością, tylko nieco dalej". Po szóst