23.12.2010 Wersja do druku

Rytmy wewnętrzne

- Mogę mieć perfekcyjnie przygotowaną partyturę działań, ale kiedy partner nagle spadnie ze sceny albo sceniczny deszcz zgasi mu papierosa - wyłamię się z partytury. Poszukam partnera pod sceną, poproszę widzów o ogień. Aktorstwo to sztuka reagowania - mówi BARBARA WYSOCKA, aktorka Starego Teatru w Krakowie, reżyserka, skrzypaczka.

Łukasz Maciejewski: Nie irytuje Pani, że w każdym wywiadzie musi się tłumaczyć, w jaki sposób aktorka stała się reżyserką? Barbara Wysocka: Nie muszę się tłumaczyć. Nie jest to specjalnie wyjątkowa droga - wielu aktorów stawało się reżyserami. Rzecz w tym, że ja nie przestałam być aktorem i nie mam zamiaru przestać. Często ktoś studiuje aktorstwo z zamiarem zostania potem reżyserem. Moja droga jest inna. Walczę o to, żeby nikt nie traktował mnie tylko jako reżysera. Niektórzy nie rozumieją, że zawodów można mieć kilka i że działać można w kilku materiach równocześnie. Irytuje mnie ten brak zrozumienia. Ł.M.: Ciekawe, że nikt o to samo nie pytał Mikołaja Grabowskiego albo Hanuszkiewicza... B.W.: - Grotowskiego... Jarockiego... Nikt nie pytał? Nie wierzę. I na pewno wiele razy słyszeli to samo - musisz wybrać. I nie chcieli wybierać. To indywidualna droga. Zawód reżysera uważa się za coś lepszego, bo związanego z władzą. Może d

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Rytmy wewnętrzne

Źródło:

Materiał nadesłany

Tygodnik Powszechny nr 51/19.12

Autor:

Łukasz Maciejewski

Data:

23.12.2010