Światło. Duży stół. Przy nim, przodem do nas, dwie kobiety. Starsza i młodsza. Siedzą i patrzą. Na wprost nich, tyłem do nas, mężczyzna. Kończy jeść, odkłada serwetę, wstaje. Kiwnięciem głowy dziękuje paniom za posiłek i towarzystwo. Odchodzi. Delikatnym krokiem. Kobiety podnoszą się, wzrokiem odprowadzają mężczyznę. Starsza - wpatrzona w niego z niejakim nabożeństwem; młodsza - z dziwną tęsknotą? uczuciem? Siadają. Starsza rozpoczyna modlitwę. "In nomine Patris et Filius et Spiritus Sanctus Amen". Padają kolejne wezwania. Młodsza trochę przyspiesza, gubi miarowy rytm modlitwy. Starsza chrząknięciem napomina ją. Wchodzi następna. Chyba jeszcze młodsza. Przystaje na moment w miejscu, gdzie siedział mężczyzna (zapach?). Chce przywitać się ze starszą - ta jednak gwałtownym gestem odgania ją. Całuje więc młodszą. Siada. Wchodzi kolejna. Wiezie wózek z wodą i herbatą-kawą. Robi przy tym strasznie dużo hałasu. Wchodzi mę
Tytuł oryginalny
Rozmyślania o śmiechu i ludziach bez twarzy
Źródło:
Materiał nadesłany
Temi nr 48