EN
29.01.2018 Wersja do druku

Rozalia Mierzicka: Artystka scen prowincjonalnych

- Myślę sobie: Roza, ty śpiewasz arię po tych wszystkich męczarniach z tą szkołą, tym Słupskiem, z tym zwolnieniem z Jeleniej Góry, a ty tu nagle stajesz i śpiewasz arię. Czy ktoś ci teraz podskoczy? No nikt!
Rozmowa z Rozalią Mierzicką w dwutygodniku.com.

Katarzyna Niedurny: Jak to się u ciebie zaczęło? Rozalia Mierzicka: Za trzecim razem dostałam się do szkoły teatralnej. Przyjęli mnie spod kreski do Wrocławia na lalki. Byłam wtedy u mamy w Toruniu, dowiedziałam się przez telefon i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, a tu patrzę, a moja mama siada na kanapie i płacze załamana, że będzie miała córkę aktorkę. Już po pół roku chcieli mnie wyrzucić ze szkoły. Byłam wtedy totalną dresiarą - kibicką żużla, pół życia spędziłam na stadionie, a na zajęcia chodziłam w obcisłych spodniach, w bluzce z taaakim dekoltem, włosy ulizane, pełen make up. Wszystkie panie profesorki mnie nienawidziły, mówiły mi, że się nie nadaję i chciały mnie wywalić. I co zrobiłam? Zagrałam w ich grę, zmyłam makijaż, założyłam powyciągany sweter, rozpuściłam włosy. Zaczęłam też pierwsza przychodzić do szkoły i ostatnia wychodzić. Bardzo dużo pracowałam. Na koniec roku byłam najlepsza i dostałam sty

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Artystka scen prowincjonalnych

Źródło:

Materiał własny

Dwutygodnik.com nr 229

Autor:

Katarzyna Niedurny

Data:

29.01.2018