"Wolny strzelec" w reż. Marka Weiss-Grzesińskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej. Pisze Jacek Marczyński w Rzeczpospolitej.
Swoim najnowszym przedstawieniem Warszawska Opera Kameralna udowadnia, że nawet hołdując tradycji, nie trzeba ciągle powielać tych samych pomysłów. Na tej scenie nie należy się spodziewać inscenizacyjnych niespodzianek. Im bardziej dziś teatr nastawia się na uwspółcześnianie dawnych dzieł, tym mocniej Warszawska Opera Kameralna broni się przed szaleństwem reżyserów. Można to uznać za wartość, choć raczej dominuje tu bezpieczna rutyna. "Wolnego strzelca" Webera też potraktowano według sprawdzonych wzorców, a jednak, korzystając z nich, osiągnięto inny efekt. To niewątpliwie zasługa Marka Weiss-Grzesińskiego, który znalazł sposób, by na scenę Warszawskiej Opery Kameralnej wprowadzić więcej dynamizmu. Proste dekoracje zaczynają nagle zmieniać położenie, chór rusza się inaczej niż zwykle, a solista nie zawsze jest posągową postacią. Najważniejszy jest jednak sposób, w jaki reżyser odczytał XIX-wieczne dzieło Webera. Zachowa�