"Napój miłosny" w reż. Jitki Stokalskiej w Warszawskiej Operze Kameralnej. Pisze Katarzyna K. Gardzina w Życiu Warszawy.
Opera buffa musi być lekka i dowcipna. Kiedy tego zabraknie, pozostają tylko piękne melodie Donizettiego. Tak się stało w Warszawskiej Operze Kameralnej. Nie wszyscy wykonawcy piątkowego wznowienia "Napoju miłosnego" w WOK potrafili odnaleźć się w konwencji opery komicznej. Nie jest to zadanie łatwe, jeśli nie posiada się wrodzonego zmysłu komicznego czy scenicznego temperamentu. Zadania nie ułatwia w tym spektaklu także reżyseria Jitki Stokalskiej i oprawa plastyczna - cukierkowa do mdłości, z założenia kiczowata. Naiwne pomysły reżyserki nie wsparte pięknym śpiewem i vis comicą śpiewaków to za mało, by spektakl zyskał aprobatę publiczności. Niestety, ten "Napój" w wielu momentach wykazywał znaczne braki w recepturze, jakby niektóre z wyszukanych i niezbędnych składników naprędce zastąpiono czymś innym. Leszek Świdziński w tenorowej partii Nemorina był wyjątkowo niedysponowany i nieprzygotowany do występu, bo niejednokrotnie w ogóle