03.01.2006 Wersja do druku

Rok kulturalny w Łodzi

Co nam zostanie z roku 2005? Co pozwoli zabrać się w kolejne lata XXI wieku, a przed czym historia zatrzaśnie drzwi? W życiu kulturalnym Łodzi od dawna nie zdarzyło się tyle dobrego, co wcale jednak nie znaczy, że siła tego dobrego była w stanie pokonać całe zło. Ale i tak mijający rok ocenić wypada z satysfakcjonującym zadowoleniem - pisze Michał Lenarciński w Dzienniku Łódzkim.

Triumf filharmonii Najwięcej satysfakcji dostarczyła Filharmonia Łódzka, pnąca się po krzywej sukcesu coraz wyżej i wyżej. Z pewnością przyczyniła się do tego przeprowadzka - w grudniu 2004 roku, po kilkunastoletniej tułaczce, filharmonicy powrócili pod historyczny adres przy ul. Narutowicza 20. Początkowe duże zainteresowanie powściągliwi obserwatorzy tłumaczyli więc chęcią odwiedzenia nowego gmachu. Wszelako gdyby tylko o odwiedziny chodziło, filharmonia nie odnotowywałaby rekordowej frekwencji, a słuchacze nie domagali się powtórzeń koncertów. Apogeum, którego chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, osiągnięto w listopadzie i grudniu, kiedy to w FŁ odbywało się po pięć koncertów tygodniowo (bywało, że dwa dziennie!). A więc jednak łodzianom brakowało miejsca godnego kontemplacji najbardziej abstrakcyjnej ze sztuk. Dwa pozostałe, nie mniej ważne silne "punkty" filharmonii to jej dyrektorzy: naczelny Zbigniew Lasocki i artystyczny (od

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Splendor sukcesów, kamyki porażek

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Łódzki nr 305/31.12

Autor:

Michał Lenarciński

Data:

03.01.2006

Wątki tematyczne