28.08.2014 Wersja do druku

Robert Gliński: Teatr zamknięty - zamiast sprawozdania po trzech latach dyrektorowania

Minione sezony (2011/2012/2013/2014) pozostawiły we mnie poczucie goryczy. Powinienem dziś wyliczyć osiągnięcia i sukcesy z ostatnich trzech lat. Jednak ogromny niedosyt każe mi przede wszystkim podsumować to, czego nie udało się zrobić w Powszechnym - pisze Robert Gliński, dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie.

Starałem się kontynuować model teatru, który prowadził Zygmunt Huebner. Uważałem, że Powszechny to repertuarowy teatr dla widza i dla Warszawy. Dlatego graliśmy 6 razy w tygodniu. Mimo wyraźnych nacisków, by grać tylko w weekendy, bo to zaoszczędzi pieniądze. Uważałem, że teatr to nie jest budka z hot dogami, że pełnimy misję, nawet jeśli przynosi to straty finansowe (granie we wtorki, środy i czwartki). Dlatego graliśmy ponad 380 spektakli w ciągu roku. Teatr, który nie gra wieczorem, wygląda jak grób. Straszy. A mam wrażenie, że najbardziej pożądanym przez władze miasta był spektakl p.t. "Teatr zamknięty". Nie chcieliśmy tej pozycji w repertuarze Powszechnego. Parafrazując Kazimierza Dejmka uważałem, że "dupa do srania, teatr do grania". Nie udało się zrobić w Teatrze Powszechnym wielu przedstawień, które planowałem. Starałem się stworzyć w Powszechnym repertuar oparty przede wszystkim na polskiej literaturze, poruszający ważne pro

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Robert Gliński

Data:

28.08.2014