06.12.2007 Wersja do druku

Religia i strach

Spektakl kończy scena, w której Inkwizytor uzupełnia opowiadanie fragmentem narracji Dostojewskiego. Więzień podchodzi do siedzącego starca, całuje go w usta, podchodzi do drzwi, chce wyjść. Starzec pozwala mu odejść, daruje życie, wypuszcza na wolność. Sam wychodzi innymi drzwiami. Chciałoby się powiedzieć, że do innego świata. Tylko skąd tak naprawdę ten Inkwizytor przyszedł? - o "Wielkim Inkwizytorze" w reż. Petera Brooka pisze Marta Bryś z Nowej Siły Krytycznej.

Peter Brook przywiózł do Wrocławia monodram. Monodram niezwykły. Wydestylowany do samej esencji. Zachwycający. Obiektywnie na scenie dzieje się niewiele, ale w głosie, wzroku, ruchach aktora - wszystko. Bruce Myers jako Wielki Inkwizytor staje się na godzinę władcą zmysłów każdego widza. Spektakl nie ma scenografii, we Wrocławiu stanowiła ją ceglana ściana sali, w której Grotowski pokazywał "Apocalypsis". Na scenie jedynie mały stołek dla Wielkiego Inkwizytora i taboret dla drugiej postaci. Brook pozwolił Mayersonowi prowadzić monolog w obecności milczącego aktora. Tekst stanowi adaptację rozdziału z "Braci Karamazow" Dostojewskiego. Inkwizytor rozpoczyna monolog narracyjnymi fragmentami wprowadzenia do kontekstu historycznego: "jesteśmy w Hiszpanii, w Sewilli, mamy XV wiek, trwa najtrudniejszy czas świętej Inkwizycji" i przechodzi do wypowiedzi postaci. Mówi do widzów jako świadków, ale jego przemowa koncentruje się wokół drugiej postaci - C

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Marta Bryś

Data:

06.12.2007

Tematy w toku