Myślę, że mało kto by uwierzył, iż swoją, nazwijmy to, drogę teatralną rozpocząłem od recenzji Przecież z recenzentami zawsze toczyłem walkę. Czasem na żarty, częściej na serio - pisze Andrzej Łapicki w Rzeczpospolitej.
Na przykład grałem sobie w "Lecie w Nohant" - to była chyba trzecia moja rola w życiu. Recenzja była następująca (cytuję z pamięci): Już zdawało się, że przedstawienie zmierza do szczęśliwego końca, kiedy na scenę wszedł pan Łapicki i odebrał nam wszelką nadzieję''. Cóż, można się było tylko zabić. Zemściłem się srodze - w każdym z moich pierwszych felietonów w "Teatrze" była uszczypliwość pod adresem recenzentów. Muszę powiedzieć, że znosili to raczej cierpliwie. A oto co musieli znosić. Maj 1979 W felietonie "Jak pan się czuje w tej roli?" napisałem: "Pół biedy, kiedy takie pytanie zadaje cywil przypadkowy kibic. Ale niedawno słyszałem, jak to pytanie zadał w towarzystwie recenzent (przepraszam, krytyk). Miał to być quasi-komplement, quasi-ironijka, jednym słowem rzecz na najwyższym poziomie towarzyskim. Biedna aktorka zrobiła się fioletowa. Sytuację uratował majonez, który kapnął jej na suknię". Lipiec 1980 W tekście "