05.02.2008 Wersja do druku

Reanimacja na ciepło w przykrótkim łóżku

- Kiedy teraz pomyślę, że kiedy studiowałem aktorstwo we Wrocławiu straszono nas, że jak nie będziemy dobrzy, to trafimy "za karę" do Legnicy, to nie mogę w to uwierzyć. Dziś nasz teatr jest jednym z lepszych w kraju - mówi PAWEŁ WOLAK, aktor Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy.

Z legnickim aktorem Pawłem Wolakiem, który zabłysnął ostatnio w serialu "Na dobre i na złe", o pracy w szpitalu w Leśnej Górze rozmawia Edyta Golisz: Jak się leży we wzorcowym szpitalu w Leśnej Górze? - Niestety mało wygodnie, bo nie jestem najmniejszy, a łóżka są tam krótkie (śmiech). A jest to serial, gdzie wyjątkowo dużo się leży. Dla mnie to zupełnie nowa sytuacja. Do tej pory grałem w telewizyjnych produkcjach głównie role bandziorów i to ja posyłałem ludzi do szpitali. A teraz sam jestem pacjentem. I to po reanimacji. W ostatnim odcinku, co można było oglądać z wypiekami na policzkach, cudem Cię odratowano. W czasie kręcenia tych scen miałem w buzi taką rurkę, w którą pan Marian Opania, filmowy profesor Zybert, pompował gruszką powietrze. Musiałem bardzo uważać, bo pompował z takim zapamiętaniem, że "łopotały" mi policzki. A przecież prawdziwi pacjenci mają tę rurkę włożoną bardzo głęboko, powietrze na pewno nie

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Reanimacja na ciepło w przykrótkim łóżku

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Gazeta Wrocławska nr 27/1.02.

Autor:

Edyta Golisz

Data:

05.02.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe