14.04.2012 Wersja do druku

Raz się czuję Don Kichotem, a raz jak Leonardo da Vinci

- W teatrach zawodowych problem postawiony jest tak: jeśli nie będziemy mieli odpowiednio wysokiego poziomu finansowania, to nie zrobimy nic na odpowiednio wysokim poziomie. A pieniądze właśnie nie przekładają się na jakość - uważa Krzysztof Żyliński, twórca Teatru Jednego Wiersza, obchodzącego swoje 20-lecie

Anita Dmitruczuk: Dla kogo jest Teatr Jednego Wiersza? Krzysztof Żyliński, reżyser: - Staramy się docierać do ludzi wrażliwych, choć oczywiście nie jest to łatwa sztuka. Ale też nie mam złudzeń co do tego, że nasz teatr jest z gatunku tych łatwych i przyjemnych. Wręcz przeciwnie, podejmujemy tematy bolesne, trudne, często takie, nad którymi współczesny teatr przechodzi do porządku dziennego, a wymagają sporej refleksji, zajrzenia w głąb siebie i absolutnej szczerości. Dla twórców tego teatru owa szczerość bywa bolesna? - W zawodowym teatrze liczą się umiejętności, w takich grupach jak nasza właśnie szczerość. Tu nikt nie jest zatrudniony na stałe i jest w teatrze dopóki czuje taką potrzebę. A proces powstawania spektakli wymaga właśnie docierania do pewnych swoich emocji, próbie ich zrozumienia i otworzenia się. Bywa, że nie jest to proces łatwy i być może czasem stanowi jakąś formę autoterapii, oczywiście nie w takim na

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

On nie narzeka na kryzys w kulturze. Bieda w teatrze daje wolność

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Opole nr 88 online

Autor:

Anita Dmitruczuk

Data:

14.04.2012