Nigdy nie koncertował, ale jest ojcem chrzestnym polskiego rapu. Nie używa facebooka ani maila, ale znają go dobrze wielbiciele gier komputerowych. Jest symbolem aktorskiego kunsztu, ale spełniony nigdy nie będzie. O tych i innych paradoksach rozmowa z PIOTREM FRONCZEWSKIM.
- Odczyta Pan coś z tego? Chyba tak. Rozumiem, że Pan nie używa dyktafonu w telefonie? - Mam coś podobnego, ale w elektronice nie poruszam się zbyt sprytnie. A to ciekawe, bo w tym świecie jest Pan postacią kultową - Pana głos słychać w "Hopkins FBI", pierwszej aktorsko spolonizowanej grze w historii. - Stare dzieje. Nie tak bardzo: to był zaledwie 1998 rok. Tylko w ubiegłym roku zagrał Pan w "Skyrim", "Little Big Planet 2" i "Twierdzy 3". Jakim zadaniem jest dla aktora dubbing gry? - Wydaje się czymś normalnym, tylko przy użyciu innych środków. Obsługa wszelkiej maści gier komputerowych jest czymś zbliżonym do planu radiowego czy dubbingowania filmu. Tyle że w filmie czy radiu akcja jest liniowa, a tu musi Pan "zagrać" wszystkie możliwe wątki, kierujące akcję w różnych kierunkach. Od strony technologii to jest zadanie pokrewne: tu też wszystko sprowadza się do realizacji pomysłu i scenariusza. Czy wie Pan, że dziś gry stały się