„Noc Dziadów” w reż. Piotra Tomaszuka w Operze i Filharmonii Podlaskiej. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski
Taki spektakl mógł powstać w Polsce tylko w teatrze publicznym.
Na scenie mamy chór i orkiestrę – o aktorach, akurat najmniej licznych, już nie wspominając – w sumie kilkadziesiąt osób. Całość zrealizowano z nieprawdopodobnym rozmachem scenograficznym i każdym innym. Ten szeroki gest nie jest jednak jedynie próżną emanacją wydanych na to oratorium zaiste niemałych pieniędzy, lecz na kolanach wręcz służy i Sztuce, i Wieszczowi (proszę o wybaczenie tej niewielkiej egzaltacji, ale rzecz naprawdę robi wrażenie).
Po wtóre – nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem tak perfekcyjnie nagłośnione przedstawienie. Brzmiało to tak, jakbyśmy słuchali wysoko zmasterowanego nagrania, a nie dźwięków tworzonych hic et nunc przez pełną przecież orkiestrę i niemały chór – o aktorach, akurat najmniej licznych, już nie wspominając. Zdejmuję czapkę z głowy i kłaniam się w pas!
Muzykę do tego oratorium napisali Piotr Nazaruk i Krzysztof Herdzin. Ta muzyka niesie, porywa, wciąga, narkotyzuje, a najbardziej – zaskakuje. Czego tu nie ma? Cóż w niej pobrzmiewa? Jest i ilustracją oglądanych przez nas obrzędów, i – gdy zamkniemy oczy – osobnym bytem. Naprawdę nie sposób było oderwać uszu i oczu, aż żal, że całość trwa tylko godzinę z niewielkim hakiem.
Proszę zatem wybrać się do Białegostoku, posłuchać chóru, orkiestry i obejrzeć aktorów z Wierszalina – akurat najmniej licznych – grających zresztą w tym spektaklu bez użycia choćby jednego słowa, i - dać się temu światu porwać!