W sobotę miałem wątpliwą przyjemność wizyty w radomskim teatrze na sztuce "Jednoręki ze Spokane". Przedstawienie odbywało się na scenie kameralnej, co według mnie potęgowało dyskomfort. Ale po kolei - pisze Czytelnik Gazety Wyborczej - Radom.
W sobotę miałem wątpliwą przyjemność wizyty w radomskim teatrze na sztuce "Jednoręki ze Spokane". Przedstawienie odbywało się na scenie kameralnej, co według mnie potęgowało dyskomfort. Ale po kolei - pisze nasz Czytelnik Treść sztuki, według zapowiedzi, dość interesująca, trochę kryminału, pachnie zbrodnią, zemstą po latach. W rzeczywistości jak w większości takich jednoaktówek do dyskusji. Za to gra aktorów całkiem przyzwoita. Mamy tu psychopatycznego mordercę, parę handlarzy narkotykami i hotelowego recepcjonistę. Aktorzy całkiem dobrze wcielają się w rolę i wszystko byłoby OK, gdyby nie jeden fakt. Od samego początku ze sceny padają słowa typu "kur ", "spierd " itp. Słowo "spieprzaj" należy do tych najłagodniejszych. W zamierzeniu twórców miało to pewnie przybliżyć widzom realia codziennego życia. Ja stanowczo protestuję. Naszego ojczystego języka uczył mnie jeden z najlepszych polonistów w Radomiu. Zachęcał nas do