10.11.2015 Wersja do druku

Przyśniona rewolucja

"Teatr, który się wtrąca" - to motto nowa dyrekcja powtarza za Zygmuntem Hubnerem, patronem Teatru Powszechnego. Czy doświadczona totalitaryzmami Polska jest gotowa na nową dyskusję o walce klas? Czy można rozmawiać o pomysłach marksistów bez wikłania się w PRL? I czy Europa, która już w nic nie wierzy, ma jeszcze prawo do swoich dawnych sztandarów? - pisze Dawid Karpiuk w Newsweeku.

Konieczne są zmiany w teatrze i w głowach - mówi dyrektor Teatru Powszechnego Paweł Łysak. I wystawia rewolucyjny tekst "Krzyczcie, Chiny!". Nie ma sceny, nie ma dekoracji. Jest wielka przestrzeń, przedzielona na pól zbiornikiem z wodą, i kilka rzędów foteli wokół. Po jednej stronie elegancko ubrani koloniści z Zachodu; siedzą wygodnie i obserwują publiczność. Po drugiej obszarpani chińscy kulisi: drepczą między rzędami, łaszą się i zagadują pieszczotliwie: "Zegareczek? Buciki? Tylko dziesięć centów. Tak, tak, tak". - Nerwy, nerwy - powtarza Paweł Łysak w przerwach między próbami, odpalając papierosa od papierosa. Teraz nie pogadamy - rozkłada dłonie w przepraszającym geście; trzeba to przedstawienie zebrać do kupy. "Krzyczcie, Chiny!" [na zdjęciu] to najważniejszy spektakl Powszechnego pod nową dyrekcją. Dyrektor w swoim teatrze jeszcze nie wystawiał. Są tacy, którzy tylko czekają, aż wystawi bolszewika i na tym bolszewiku polegnie.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Przyśniona rewolucja

Źródło:

Materiał nadesłany

Newsweek Polska nr 46/9.11

Autor:

Dawid Karpiuk

Data:

10.11.2015