To "Wyzwolenie" budzi pytania i wątpliwości. Mikołaj Grabowski starał się przymierzyć tekst Wyspiańskiego do współczesności i zobaczyć, co z takiej operacji wyniknie.
Na scenie jest współcześnie. Teatr, do którego przychodzi Konrad, jest pustą sceną Starego Teatru dzisiaj. Aktorzy to zwyczajnie ubrani ludzie, Konrad (Oskar Hamerski) - chłopiec w szarym sweterku, kolega, artysta, młody reżyser piszący sztuki. Punkt wyjścia taki sam dobry jak inny. Konrad Wyspiańskiego jest przecież reżyserem piszącym sztuki, właściwie usiłujący stworzyć sztukę, a aktorzy to koledzy ze współczesnego mu krakowskiego teatru. Pierwszy monolog - "Idę z daleka, nie wiem, z raju czyli z piekła" Hamerski wypowiada z zaangażowaniem, ale i lekką ironią. Jak cytat; ta poetyka nie pasuje do niego ani do sytuacji. Nikt tak już nie pisze, ale może jemu się tak napisało i trochę się teraz tego wstydzi? Gdyby ta dwuznaczność została zachowana, gdyby stała się budulcem pierwszej części przedstawienia, może widowisko Polski Współczesnej miałoby siłę. Bo musi mieć siłę, nawet jeśli jest to siła tandetnej atrakcyjności i schematu.