"Poduszyciel" w reż. Agnieszki Glińskiej na scenie impresaryjnej Teatru Narodowego - w Teatrze Małym w Warszawie. Pisze Łukasz Drewniak w Przekroju.
Agnieszka Glińska stworzyła świetny spektakl z makabreską i absurdem w tle. Nie wiem, czemu koledzy recenzenci piszą, że to zła sztuka. Że aktorzy "perfetto", ale irlandzki dramaturg w słabej formie. A ja, "prego", nieśmiało sugeruję, że właśnie dlatego aktorzy perfectto, bo "Poduszyciel" to materiał dla teatru kapitalny. Autor miesza konwencje, myli utarte tropy. I zmyślnie korzysta ze schematu policyjnego śledztwa, w które wtłacza surrealną historię. Niby jest to relacja z przesłuchania młodego pisarza, autora opowiadań dla dzieci w jakimś totalitarnym państwie. Raz po raz jednak wdziera się absurd i makabreska. Psychologia postaci z pozoru jest wiarygodna, tyle że wiedzie na manowce. W "Poduszycielu" realizm diabli wzięli. I jest tak, jakby bohaterowie zarażali się stylem i językiem tekstów Katuriana, twórcy opowieści o zjadaniu jabłko-ludków z żyletkami w środku, o krzyżowaniu małej dziewczynki jak Jezusika, o obcinaniu w nagrodę paluszk�