03.10.2015 Wersja do druku

Pro i kontra: Dulska nowa czy wtórna

Film Filipa Bajona to współczesne odczytanie Zapolskiej czy zapożyczenie? Jacek Cieślak i Barbara Hollender o "Paniach Dulskich" w Rzeczpospolitej.

Barbara Hollender "Panie Dulskie" nie są na szczęście nudną ekranizacją szkolnej lektury. To inteligentna "wariacja na temat". Bajon sportretował mieszczańską warstwę ze wszystkimi jej przywarami, ale i zaletami. Opowieść o paniczu, który pod okiem mamusi robi dziecko służącej? Coś takiego nie mogłoby się dzisiaj na ekranie obronić. Ale Filip Bajon potrafi spojrzeć na szacowne, acz lekko zmurszałe, dzieła z historii literatury świeżym okiem. I tak jak wcześniej uwspółcześnił "Przedwiośnie" Żeromskiego, tak teraz odkurzył dramat Gabrieli Zapolskiej. Punkt wyjścia "Pań Dulskich" jest współczesny. Do rodzinnego domu przyjeżdża Melania, młoda reżyserka. Przywozi ze sobą Szwajcara, profesora psychiatrii Rainera Dulsky'ego. On szuka swoich korzeni, ona tematu na film. "Tak się teraz filmy robi: o rodzinie, ojcach donosicielach, o tym, co się wymiecie spod dywanu" - mówi. Odkrywa domowe tajemnice, także te sprzed kilkudziesięciu lat. P

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pro i kontra: Dulska nowa czy wtórna

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita online

Autor:

Jacek Cieślak, Barbara Hollender

Data:

03.10.2015

Tematy w toku