"Halka" Stanisława Moniuszki w reż. Pawła Passiniego w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Pisze Dorota Szwarcman w Polityce.
Wszyscy uczyli się w szkole historii i może nawet z obrzydzeniem, ale czytywali lektury szkolne. Powinni zatem słyszeć o czymś takim jak nierówności społeczne, które przecież w pewnym zakresie istnieją i dziś. Jednak w operze kolejni reżyserzy próbują zrobić z widzów idiotów i wymyślać najbardziej karkołomne powody, by usprawiedliwić pozornie niezrozumiały problem, dlaczego Halka, dziewczyna z gminu, nie może wyjść za szlachcica Janusza. Paweł Passini wyostrzył ten kontrast maksymalnie: oto Halka wywodzi się ze świata zwierząt, a jak człowiek może ożenić się ze zwierzęciem? Choć w odróżnieniu od swych pobratymców - w oryginale górali, a w poznańskiej realizacji zwierząt czy też dzikusów w zwierzęcych kostiumach - nie ma ona rogów, jej suknia również ma elementy do zwierzęcości nawiązujące. Reżysera, który z operą nie miał dotąd do czynienia, nie obchodzi, jak można śpiewać w sukni ważącej 10 kg albo jak ma śpiewać Jontek