„Prałat” Michała Kmiecika w reż. Marcina Libera w Teatrze Telewizji. Pisze Piotr Zaremba w „Sieciach”.
„Prałat" Michała Kmiecika, produkt Teatru Telewizji, był wyjątkowo mocno reklamowany, przede wszystkimj ako odważny. „Jeśli ten spektakl będzie jak komar, który bzyczy, nie pozwala zasnąć i kąsa, to znaczy, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę" - napisał jego autor. Czy napewno?
Spektakl dotykający pamięci ks. Henryka Jankowskiego reżyserował Marcin Liber, zwolennik wojujących lewicowych poglądów. Całkiem niedawno w innym przedstawieniu „Ale z naszymi umarłymi", przeniesionym z kieleckiego teatru, przedstawiał Polskę rządzoną przez prawicęjako przestrzeń opanowaną przez zombie. Akurat w przypadku „Prałata" miał ułatwione zadanie: ks.Jankowski, oskarżany po śmierci o pedofilię, rozmiłowany w bogactwie, podejrzewany także o współpracę z SB, to postać wyjątkowo łatwa do demaskacji.
Czy to jednak oznacza, że były ksiądz Stanisław Obirek zyskał niezbite dowody,iż„Kościół to hamulcowy postępu cywilizacyjnego"? A właśnie to oznajmił w postscriptum do przedstawienia. Dodajmy, że w telewizyjnym studiu debatowali wyłącznie zwolennicy takiego, mocno jednostronnego poglądu.
Sztuka zaczyna się obrazkiem chłopców w komeżkach, śpiewających o diable. Myślałem, że to o samym ks. Jankowskim. Ale głównym bohaterem jest Diabeł (grany jako postać z jasełek przez Juliusza Chrząstowskiego). To on namawia dyrektora Teatru Telewizji (Andrzej Kłak), aby nie wystawiał spektaklu o ks. Jankowskim. Sugeruje, że grzech niezwal-czany będzie się bujniej pienił. Przy okazji dowiadujemy się, że Diabeł inspirował wydarzenia historyczne: od powstania warszawskiego po wybór Karola Wojtyły. Zwłaszcza to ostatnie jest świadectwem wizji świata i autora, i reżysera.
Potem pojawia się Jankowski (Rafał Dziwisz), ale jest tylko bezbarwną kukiełką w rękach Diabła, który m.in. nakłania go, aby na Grobie Pańskim krytykował aborcję. Nie wiemy, czy spektakl w spektaklu dojdzie do skutku. Dyrektor i reżyserka zostają zabrani do piekła, gdzie mogą porozmawiać z duchem ks. Jankowskiego. Ale przedstawienie się urywa. W kolejnych scenach występuje - nie wiadomo po co - Dawid Ogrodnik. Jak rozumiem, jest po słusznej stronie.
Sprowadzenie całej historii do groteskowego wymiaru niespecjalnie się udało. Złe postępki Jankowskiego pokazuje nam się w konwencji kabaretowego show. Uderzające są za to krążące wokół opinie. Obirek porównał Kościół katolicki do PZPR. Za to znany reżyser zauważył (opinia na Facebooku, więc nie wiem, na ile publiczna): „Za komuny o takich dziełach sztuki partyjni mówili: »dobre, bo sluszne«. Publicystyka nie zastąpi dramaturgii niezależnie od intencji".
Dramaturg Kmiecik mówił wzburzony o ofiarach pedofila, szanuję to. Dostałem jednak SMS od zaprzyjaźnionego aktora. „Rozumiem, że jeszcze przed wakacjami będzie spektakl o pedofilii wśród polityków, głównie z PO". To przyczynek do wątku odwagi.