- Nie mam złudzeń, że samo zabranie głosu zmieni świat, otworzy ludziom oczy. Od trzydziestu kilku lat działamy jednak w teatrze i poza nim z wiarą, że na jakimś poziomie zmiana jest możliwa, nawet jeśli nie dokona się ona natychmiast. To my (a nie ktoś za nas) współtworzymy rzeczywistość. W naszym przypadku pasja społeczna, polityczna samorzutnie przekształca się w wizję sceniczną - mówi Ewa Wójciak po premierze "Paranoików i pszczelarzy" Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu.
O sensie angażowania się artystów w politykę, po premierze "Paranoików i pszczelarzy" Teatru Ósmego Dnia rozmawiamy z EWĄ WÓJCIAK [na zdjęciu]: Od jakiegoś czasu mam poczucie, że nowe spektakle nie są dla was czymś najważniejszym. To raczej pretekst do bycia razem, wspólnego myślenia o sprawach społecznych i politycznych, nawet podsumowywania kolejnych etapów życia. Dajecie premiery nie częściej niż co dwa lata. Skąd pewność, że już czas na przedstawienie? Ewa Wójciak: Robimy teatr ciągle z tego samego powodu. Odzywamy się wtedy, kiedy emocje związane z naszą egzystencją osiągają odpowiednią temperaturę. Kiedy wspólnie uznajemy, że bardzo chcemy coś o tym powiedzieć, rodzi się myśl o zrobieniu nowego spektaklu. To potrzeba zabrania głosu na temat kształtu rzeczywistości. A czym jest ten głos? To protest? Chcecie mówić bo inni siedzą cicho i uważają, że "Polacy, nic się nie stało"? - Nie mam złudzeń, że samo zabranie