Teatr Polski w Poznaniu zapowiada dwie kwietniowe premiery. 9 kwietnia w warszawskim Nowym Teatrze „Pulverkopf” w reż. Katarzyny Kalwat (koprodukcja z Teatrem Polskim). Tydzień później – 17 kwietnia, na deskach Sceny Malarnia „Very Very Hamlet” w reż. Dominiki Knapik.
Pulverkopf to monumentalne, powstające przez kilkanaście lat, dzieło nagrodzone Angelusem jest jedną z najbardziej interesujących nowych powieści wydanych w Polsce.
Pulverkopf to złożona, intertekstualna próba poszukiwania własnej tożsamości, scalenia jej z różnych wątków, rozgrywających się na wielu planach czasowych i przestrzennych. Poprzez zgromadzone w powieści archiwum zapisków, szkiców, notatek i przypadkowych zdjęć, główny bohater Patryk Werhunt pragnie dotrzeć do źródeł własnej tożsamości, ułożyć ją niczym perecowską układankę i w końcu zrozumieć siebie. Tam jednak, gdzie pojawiają się brakujące elementy faktografii, swoiste luki w historii, pojawia się też wyobraźnia, która przynosi paradoksalne odkrycia. To za jej pośrednictwem nieustanna gra z własną tożsamością przybiera formę autokreacji, dotkliwej, bo podyktowanej chorobą i procesem umierania.
Tekst zapleciony na historii życia kompozytora Norberta von Hanneheima to konsekwentny wybór reżyserki zafascynowanej tworzeniem teatralnych esejów o poszukiwaniu tożsamości i napięć między biografią i twórczością.
Informacja o fabule powieści:
Patryk Werhunt, nastoletni bohater, dorasta w Międzyrzeczu (Meseritz), jednym z najstarszych polskich miast, zagarniętym przez Niemców i wyzwolonym w 1945 r. Pewnego dnia trafia na pływające w Obrze ciało jednego z sąsiadów. Okoliczności śmierci są niejasne, a cień podejrzenia pada na wkraczającego w dorosłość chłopaka. Traumatyczne wydarzenie staje się pretekstem do snucia rozległej i skomponowanej misternie niczym fuga opowieści o splątanych losach: Polaków, Żydów, Niemców, Sowietów oraz ich potomków. Opowieści, której motywem przewodnim jest obsesyjne poszukiwanie prawdy o losach niemieckiego kompozytora Norberta von Hannenheima.
Misternie skonstruowana, wciągająca, wielopoziomowa, intertekstualna… trzeba powiedzieć wprost i krótko: Pulverkopf Pasewicza to powieść wybitna. Być może jedna z najlepszych, jak nie najwybitniejsza polska powieść ostatnich lat. Jeśli czekaliście i czekałyście na “wielką polską powieść”, która opowie o naszych, polskich problemach z historią i tożsamością, w której zarówno postaci męskie jak i kobiece będą napisane tak, że na długo zostaną wam pod powiekami, oto jest - pisał Wojciech Szot.
Patrycja Kowańska
Very Very Hamlet
Od wszech czasów przed naszą erą setki, tysiące i miliony ciał, dźwigają ikoniczną postać Hamleta. Każde jego kolejne wcielenie zostawia po sobie ślad, ale także rozrzedza pierwowzór. „Very Very Hamlet” to gotycko- trashowa kapsuła czasu, w której ciało Hamleta poddawane jest performatywnej sekcji zwłok.
W klasycznym „Hamlecie” trup ściele się gęsto. Śmierć jest tam antycypowana, umoczona w metafizyce. Rozważając sens istnienia, bohater rozszerza ją do kosmicznych rozmiarów, a w finale dramatu ciała padają jak muchy, bezbronne wobec trucizny i szpady. Prędkość z jaką giną bohaterowie jest niemal zabawna.
Śmiech i śmierć różni zaledwie parę liter. Akty te są do siebie podejrzanie podobne, oba otwierają usta, zatrzymują oddech, wytrącają ciało z równowagi. Jeden jest wybuchem życia, drugi jego końcem, ale z zewnątrz potrafią wyglądać niemal tak samo. W obu przypadkach ludzkie ciało staje się niepoważne – albo na chwilę, albo na zawsze.
Na scenie można umierać bezkarnie, wielokrotnie, dlatego „Very Very Hamlet” to funeralna petarda: kompulsywny remix ciał i tożsamości, podbity absurdalnym poczuciem humoru i groteskową formą. Patos miesza się tutaj z komedią, współczesny język pasożytuje na szekspirowskiej frazie.
Knapik i Kowańska budują scenę jako palimpsest reprezentacji. Teatr w tym przedstawieniu to miejsce reprodukcji gestów i kompleksów, głosów i odgłosów. Aktorzy są tutaj jednocześnie pionkami i szachownicą (oh yeah). Przymierzają role, cytują je, przetwarzają, porzucają. Spektakl nie rekonstruuje fabuły Szekspira, za to wyciąga bohatera z prosektoryjnej chłodni by sprawdzić: czy to jeszcze da się zagrać?