17.05.2005 Wersja do druku

Powtórka z historii?

To trzeba powiedzieć wprost: jak tylko Stary Teatr dostaje szansę na duchowe i artystyczne odrodzenie, to zaraz sfrustrowani halabardnicy i różne dziennikarzyny zaczynają szykować przewrót pałacowy - pisze Łukasz Drewniak.

Osiem lat temu w podobnych okolicznościach usunięto z Krakowa dyrektor Krystynę Meissner. W efekcie to Wrocław, a nie Kraków ma teraz wielki europejski festiwal teatralny (Dialog) i jedną z najlepszych polskich scen (Teatr Współczesny). U nas wszystko zostało po staremu. Kiedy tylko Mikołaj Grabowski odważył się wyrwać Stary z marazmu i prowincjonalizmu, zorganizował w jeden sezon dwa festiwale (październikowy baz@art i majowe Re-wizje romantyczne), otworzył scenę na młodych reżyserów, doczekał się furiackiej kontrakcji, której teraz jesteśmy świadkami. Martwię się, że dzieje się to właśnie w tej chwili. Po dwóch nijakich sezonach Grabowski zrozumiał, że żaden teatr nie będzie wielki tylko dlatego, że miał chwalebną przeszłość, ciągle posiada niezły zespół i wielkie są wobec niego oczekiwania. Teatr potrzebuje wizji, programu i ludzi, którzy go zrealizują. I Grabowski w końcu te trzy warunki spełnił. Zdjął zespół z koturnó

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Furiacka kontrakcja halabardników - o sporze w Starym Teatrze

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta wyborcza - Kraków nr 113

Autor:

Łukasz Drewniak

Data:

17.05.2005

Wątki tematyczne