- Nie da się ukryć, że pociąga mnie możliwość stałej pracy z grupą ludzi, którą dobrałbym do własnych celów - mówi tancerz i choreograf ROBERT BONDARA.
O ideach w tańcu, dorosłej królewnie i zawodowej schizofrenii mówi młody, ale bardzo zajęty choreograf. Sukces odniósł baletem "Zniewolony umysł", teraz kończy "Personę" (premiera w niedzielę w Operze Narodowej). Z Robertem Bondarą rozmawia Jacek Marczyński. Łatwiej jest zrobić pierwszy czy drugi spektakl? Robert Bondara: "Persona" będzie przedstawieniem zupełnie innym, nieporównywalnym ze "Zniewolonym umysłem" przygotowanym przeze mnie w Bydgoszczy. Jestem oczywiście bogatszy o pewne doświadczenia, więc łatwiej mi pracować. Wyczuwam, co może się zdarzyć, lepiej wiem, jak wygląda proces przygotowania spektaklu. Nie zaskakują mnie, jak poprzednio, rozmaite problemy, które trzeba umieć szybko rozwiązywać. Niemniej tworzenie przedstawienia zawsze jest czymś nowym, niepowtarzalnym, choćby dlatego, że za każdym razem inny jest pomysł wyjściowy. "Personę" robi pan z zespołem Polskiego Baletu Narodowego, w którym sam pan tańczy. Jak prac