09.02.2004 Wersja do druku

Poszukiwany dyrektor teatru

Z prof. Lechem Sliwonikiem, rektorem Akademii Teatralnej w Warszawie, o hipotetycznym kandydacie na dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, rozmawia Krzysztof Kucharski.

- Chciałby Pan zostać dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu? - Pyta pan poważnie? - Hipotetycznie. -Teatr Polski to jedna z największych scen teatralnych w naszym kraju. Ma chyba trochę ponad 700 miejsc. - Dokładnie 706. - Jeśli przemnożymy to przez dwanaście miesięcy odejmując poniedziałki, kiedy teatry mają wolne, wyjdzie nam do sprzedania ponad 200 tysięcy biletów rocznie. A to nie koniec, bo są jeszcze Teatr Kameralny i Scena Na Świebodzkim, które też trzeba zapełnić widzami. Codziennie budziłbym się z krzykiem przerażenia albo bólem głowy. - Czy dyrektorzy teatrów przejmują się frekwencją? - Gdyby to robili za pieniądze żony albo teściowej, to może nie musieliby się liczyć z publicznością. Jeśli mieliby taką fantazję, mogliby grać dla jednego widza, czy pustej sali Jednak teatry funkcjonują za pieniądze podatników. Muszą myśleć o ofercie dla wszystkich. - Czyli wypędzić awangardę i eksperymentatorów? - Zna pan jaki

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Bez konkursu

Źródło:

Materiał nadesłany

Słowo Polskie Gazeta Wrocławska nr 33

Autor:

Krzysztof Kucharski

Data:

09.02.2004