12.01.2009 Wersja do druku

Postdramatyczne krzesła

Perła gawędy szlacheckiej nie stała się perłą teatralną. Właściwie trudno nazwać ją chociażby tandetnym świecidełkiem - o spektaklu "Trzy po trzy" w reż. Rudolfa Zioły w Teatrze Śląskim w Katowicach pisze Anna Wróblowska z Nowej Siły Krytycznej.

Kiedy Tadeusz Bradecki obejmował dyrekcję artystyczną Teatru Śląskiego zapowiadał, że będziemy świadkami ewolucji, a nie rewolucji. Zdania dotrzymał przynajmniej połowicznie - rewolucji nie było. Nieco gorzej jest z ewolucją - sytuacja w Śląskim bardziej przypomina stagnację. Bo jak inaczej nazwać fakt, iż oprócz Jarosława Tumidajskiego, dyrektor Bradecki zaproponował dokładnie ten sam zestaw reżyserów, co w sezonie poprzednim (Babicki, Deszcz, Bradecki, Zioło, Majczak)? Nie chciałabym posądzać Bradeckiego o kierowanie się maksymą inżyniera Mamonia, ale rzeczy zaczynają przybierać dość niepokojący obrót. Pokazywanie tego, co już znamy, rozpoczęło się w tym sezonie od kolejnej pracy Rudolfa Zioły na katowickich deskach. Po "Dżumie" i "Weselu" przyszedł czas na "Trzy po trzy" Aleksandra Fredry - dziennik poety z czasów napoleońskich. Możemy być jednak spokojni - w trosce o nasze przyzwyczajenia, reżyser pokazał to, co widzieliśmy już r

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Anna Wróblowska

Data:

12.01.2009

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe