20.11.2017 Wersja do druku

Post-romantyzm

Uwiedzeni przez Marię Janion długo żyliśmy w przekonaniu, że polski romantyzm umarł w okolicach 1989 r. Jednak to tradycja romantyczna najlepiej tłumaczy co się z nami stało po transformacyjnym przełomie - pisze Tomasz Plata w Polityce.

Gdyby urządzić wśród czytelników Polityki plebiscyt, którego celem byłoby wskazanie największych osiągnięć czy najbardziej wpływowych rozpoznań rodzimej humanistyki ostatnich - powiedzmy - 30 lat, wyniki nie byłyby trudne do przewidzenia. Na podium mielibyśmy bez wątpienia Zygmunta Baumana z jego tekstami o trudnej egzystencji w epoce płynnej nowoczesności. Na wyróżnienie zasłużyliby pewnie autorzy, którzy opisywali naszą transformację w kategoriach "modernizacji imitacyjnej". Sporo punktów zdobyłaby może też Jadwiga Staniszkis ze swoimi esejami poświęconymi tożsamości postkomunistycznej. Ale zwyciężczyni mogłaby być chyba tylko jedna: Maria Janion [laureatka nagrody Kreator Kultury towarzyszącej Paszportom Polityki - przyp. red.]. Tuż po 1989 r. ta wielka znawczyni romantyzmu zaskoczyła wszystkich, bezceremonialnie ogłaszając kres dominacji paradygmatu romantycznego w polskiej kulturze. Nie było w rodzimym obiegu kulturowym minionych trzech

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Post-romantyzm

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 46/15/21-11-17

Autor:

Tomasz Plata

Data:

20.11.2017