14.12.2019 Wersja do druku

Post-"Klątwa"

Jan Klata w stołecznym Nowym Teatrze opowiada o konfrontacji człowieka ze złem. Sięga po tekst Jarosława Iwaszkiewicza z 1942 roku (wydany cztery lata później) nawiązujący do głośnego, opętania sióstr urszulanek z Loudun we Francji w 1634 roku. O "Matce Joannie od anioł" w Nowym Teatrze w Warszawie, pisze Marta Żelazowska z Młodej Siły Krytycznej.

Dezaprobatę publiczności wywołuje wygłaszany jakby po zakończeniu spektaklu monolog Ewy Dałkowskiej (fragmenty wypowiedzi św. Katarzyny ze Sieny). Dotyczy między innymi konieczności okazywania szacunku kapłanom, choćby ich życie było mało przykładne, oraz eliminacji przeciwników Kościoła. Podstawiony, jak mniemam, inicjator głośno komentuje wypowiedź znanej z prawicowych poglądów aktorki. Podpuszcza. Niczego niepodejrzewający widzowie, wtórują mu. Jednoczą się we wspólnej do niej niechęci. Co ciekawe, wcześniej nie przyłączyli się do modlitwy "Ojcze nasz", do której zachęcał Ksiądz Suryn (Bartosz Bielenia). Teraz bez zahamowań psioczą i obrażają artystkę, która gra siostrę Małgorzatę a Cruce (od Krzyża), wybijając ją z rytmu wypowiedzi. To bardzo nieprzyjemny moment, przerażający - uwidaczniający jak łatwo i nieoczekiwanie budzą się w ludziach "demony". Jan Klata w stołecznym Nowym Teatrze opowiada o konfrontacji człowieka ze z

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Marta Żelazowska

Data:

14.12.2019

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe